Ksushi weszła na teren Dorady.Spostrzegła swojego ojca, udającego się w stronę domu.
-Ojcze!-Zawołała głośno.Wódz odwrócił się powoli,chowając papiery do kieszeni.Podbiegła do niego z mieszaniną złości i nadziei, że może Człowiek Ziemi jednak ją okłamał.
Powiedział,że Sandiri rzuciło na niego zaklęcie zapomnienia,które nieodwracalnie usunęło mu pamięć.Problem w tym, że takie czary są w Mabii zakazane.Przed wiekami, starszyzna popełniła olbrzymi błąd,dotyczący właśnie tego zaklęcia.
Wyrządziło ono przed wiekami nieodwracalne skutki.Dlatego też,Ksushi tak bardzo przejęła się informacją od Człowieka Ziemi.
Stała przez chwilę zastanawiając się jak ma zacząć.W końcu.:
-Dowiedziałam się od jednego z Sandiri, że winny został poddany zaklęciu Zapomnienia.-Z satysfakcją zauważyła, że ojciec odwrócił wzrok.-Wiem,jednak że to niemożliwe.Nasze stare tradycję przeczą Temu nagannemu występku.Prawda?-Cisza.-Prawda Tato?-Powtórzyła nieco głośniej zaciskając dłonie w pięści.
Wóz odchrząknął, i podniósł głowę.Spojrzał na stojącą koło niego Rannu.
-To nie...Ja...-Zaczął,ale nie mógł nic powiedzieć.Po chwili znowu podjął się wypowiedzi.-To,to nie była moja wina.To się stało tak szybko-Zakrył twarz rękami.-Wszędzie był wielki harmider,strażnicy, biegali we wszystkie strony,strzelali na oślep łukami.W końcu go znaleźli,spojrzał na Nas jakby był w śnie.Zrozum...Człowiek Ziemi...On by tu oszalał, znalazł się w jakimś innym świecie,zabił Roskółkę (Święte Ptaki, od wieków dzielące się swoją wiedzą z Rannu.) Stał twarzą twarz z uzbrojonymi Sandiri.Nie mogliśmy, zostawić go z tymi wspomnieniami.Nawet, za cenę potępienia.-Spojrzał smutno na swą córkę która patrzyła na Niego z szeroko otwartymi oczami.Nie była w stanie nic powiedzieć.Rozumiała Ojca,ale i współczuła jeńcowi.
Nie wiedziała jak to jest, być oczyszczonym ze wszelkich wspomnień,wydarzeń w których się uczestniczyło...
Wstała nie zaszczycając załamanego Wodza spojrzeniem, i poszła w stronę Winnego.
Człowiek Ziemi, siedział na korzeniu, tak gdzie go opuściła.Bawił się liściem szałwii, rosnącym obok drzewa.Gdy nań podeszła, uśmiechnął się smutno.
-Gdzie byłaś?-Spytał,wystawiając związane dłonie,by Ksushi rozcięła więzy.Rannu podeszła bliżej, wyjęła zza pasa mały sztylet i przecięła linę.
-Ohh-Odetchnął z ulgą.-Dzięki wielkie.-Gdy winny zaczął rozcierać sobie nadgarstki Rannu usiadła na powalonym drzewie, i zaczęła intensywnie nad czymś myśleć.
Jeżeli się podda woli Ojca. będzie musiała go nauczać, przez wiele lat.Jeśli zaś odmówi Człowiek Ziemi, zostanie wyrzucony z Krainy.
-Koniec.-Pomyślała z rezygnacją.-Nauczysz go parę rzeczy,wbijesz mu go głowy zasady panujące w Mabii i już.-Powiedziała sobie.
-Ekhm.Jutro o 11, przy Doradzie.Przyjdę po Ciebie, po czym wezmę cię do Kasandii.-Uśmiechnęła się, widząc, że Ten, pokiwał twierdząco głową.
-Mam tylko jedno pytanie...Tylko jedno.-Dodał szybko widząc surowe spojrzenie Rannu.Ksushi westchnęła i spojrzała pytająco.
-Gdzie mam spać?
Mimo, że nie był to jakiś żart, Rannu zaśmiała się wesoło.Przerwała widząc, że jeniec posyła jej obrażone spojrzenie.
-Będziesz sypiać na drzewie.-Wiedząc, ze nie zrozumiał szybko wytłumaczyła.-Nasze plemie, od dawna, uważało, że niebezpiecznie jest sypiać na ziemi.To jak byś się prosił o kłopoty...-Zadumała się przez chwilę, przypominając sobie pewne zdarzenie.-Ale koniec, reszty dowiesz się najbliższych dniach.-Włożyła sztylet za pas,przerzuciła łuk za ramię i zaprowadziła Człowieka do jego ,,domu''.
Gdy ten oswoił się ze swoim posłaniem,zmęczona Ksushi, ruszyła do swojego drzewa.Szła drogą, pomiędzy drzewami.Wokoło latały świetliki rzucając niebieskie światełka na kładące się do snu kwiaty.
Szła z głową w chmurach myśląc, co jutro ją czeka.
*****************************************************************************
Przepraszam,że tak długo to trwało! :) Ale skończyłam.
Podobał się rozdział? Jakieś opinie? :') Piszcie w komentarzach! Będę wdzięczna! <3 ;** #LeśnyPłomyk




