16.05.2015

,,Przed jutrem''


Ksushi weszła na teren  Dorady.Spostrzegła swojego ojca, udającego się w stronę domu.
-Ojcze!-Zawołała głośno.Wódz odwrócił się powoli,chowając papiery do kieszeni.Podbiegła do niego z mieszaniną złości i nadziei, że może Człowiek Ziemi jednak ją okłamał.
Powiedział,że Sandiri rzuciło na niego zaklęcie zapomnienia,które nieodwracalnie usunęło mu pamięć.Problem w tym, że takie czary są w Mabii zakazane.Przed wiekami, starszyzna popełniła olbrzymi błąd,dotyczący właśnie tego zaklęcia.
Wyrządziło ono przed wiekami nieodwracalne skutki.Dlatego też,Ksushi tak bardzo przejęła się informacją od Człowieka Ziemi.
Stała przez chwilę zastanawiając się jak ma zacząć.W końcu.:
-Dowiedziałam się od jednego z Sandiri, że winny został poddany zaklęciu Zapomnienia.-Z satysfakcją zauważyła, że ojciec odwrócił wzrok.-Wiem,jednak że to niemożliwe.Nasze stare tradycję przeczą Temu nagannemu występku.Prawda?-Cisza.-Prawda Tato?-Powtórzyła nieco głośniej zaciskając dłonie w pięści.
Wóz odchrząknął, i podniósł głowę.Spojrzał na stojącą koło niego Rannu.
-To nie...Ja...-Zaczął,ale nie mógł nic powiedzieć.Po chwili znowu podjął się wypowiedzi.-To,to nie była moja wina.To się stało tak szybko-Zakrył twarz rękami.-Wszędzie był wielki harmider,strażnicy, biegali we wszystkie strony,strzelali na oślep łukami.W końcu go znaleźli,spojrzał na Nas jakby był w śnie.Zrozum...Człowiek Ziemi...On by tu oszalał, znalazł się w jakimś innym świecie,zabił Roskółkę (Święte Ptaki, od wieków dzielące się swoją wiedzą z Rannu.) Stał twarzą twarz z uzbrojonymi Sandiri.Nie mogliśmy, zostawić go z tymi wspomnieniami.Nawet, za cenę potępienia.-Spojrzał smutno na swą córkę która patrzyła na Niego z szeroko otwartymi oczami.Nie była w stanie nic powiedzieć.Rozumiała Ojca,ale i współczuła jeńcowi.
Nie wiedziała jak to jest, być oczyszczonym  ze wszelkich wspomnień,wydarzeń w których się uczestniczyło...
Wstała nie zaszczycając załamanego Wodza spojrzeniem, i poszła w stronę Winnego.
Człowiek Ziemi, siedział na korzeniu, tak gdzie go opuściła.Bawił się liściem szałwii, rosnącym obok drzewa.Gdy nań podeszła, uśmiechnął się smutno.
-Gdzie byłaś?-Spytał,wystawiając związane dłonie,by Ksushi rozcięła więzy.Rannu podeszła bliżej, wyjęła zza pasa mały sztylet i przecięła linę.
-Ohh-Odetchnął z ulgą.-Dzięki wielkie.-Gdy winny zaczął rozcierać sobie nadgarstki Rannu usiadła na powalonym drzewie, i zaczęła intensywnie nad czymś myśleć.
Jeżeli się podda woli Ojca. będzie musiała  go nauczać, przez wiele lat.Jeśli zaś odmówi Człowiek Ziemi, zostanie wyrzucony z Krainy.
-Koniec.-Pomyślała z rezygnacją.-Nauczysz go parę rzeczy,wbijesz mu go głowy zasady panujące w Mabii i już.-Powiedziała sobie.
-Ekhm.Jutro o 11, przy Doradzie.Przyjdę po Ciebie, po czym wezmę cię do Kasandii.-Uśmiechnęła się, widząc, że Ten, pokiwał twierdząco głową.
-Mam tylko jedno pytanie...Tylko jedno.-Dodał szybko widząc surowe spojrzenie Rannu.Ksushi westchnęła i spojrzała pytająco.
-Gdzie mam spać?
Mimo, że nie był to jakiś żart, Rannu zaśmiała się wesoło.Przerwała widząc, że jeniec posyła jej obrażone spojrzenie.
-Będziesz sypiać na drzewie.-Wiedząc, ze nie zrozumiał szybko wytłumaczyła.-Nasze plemie, od dawna, uważało, że niebezpiecznie jest sypiać na ziemi.To jak byś się prosił o kłopoty...-Zadumała się przez chwilę, przypominając sobie pewne zdarzenie.-Ale koniec, reszty dowiesz się najbliższych dniach.-Włożyła sztylet za pas,przerzuciła łuk za ramię i zaprowadziła Człowieka do jego ,,domu''.
Gdy ten oswoił się ze swoim posłaniem,zmęczona Ksushi, ruszyła do swojego drzewa.Szła drogą, pomiędzy drzewami.Wokoło latały świetliki rzucając niebieskie światełka na kładące się do snu kwiaty.
Szła z głową w chmurach myśląc, co jutro ją czeka.
*****************************************************************************
Przepraszam,że tak długo to trwało! :) Ale skończyłam.
Podobał się rozdział? Jakieś opinie? :') Piszcie w komentarzach! Będę wdzięczna! <3 ;** #LeśnyPłomyk 

4.05.2015

Rozdział 5 ,,Wyrok''

-...Nie!-Krzyknęła niespodziewanie Ksushi stając na nogi.
Wszyscy zgromadzeni spojrzeli na nią z głębokim szokiem na twarzy.Wódz któremu po raz pierwszy w dziejach Mabii przerwano, stał z oczami szeroko otwartymi. Rannu podniosła wysoko głowę i stanęła pomiędzy Człowiekiem Ziemi a Starszyzną.
-Nie możecie go skazać na taki los!-Spojrzała na swego ojca.-Możemy to rozwiązać w inny sposób.
Sama nie wierzyła w to co mówi.Ale nie chciała wyrazić na głos swoich wątpliwości.
-Nie ma innego sposobu!-Odkrzyknął ktoś z tłumu.-Ten Człowiek zabił jedną z Roskółek! Świadomie wtargnął na teren Krainy!
-Skąd ta pewność?-Spytała spokojnie Rannu chodząc w kółko, spoglądając na swoje plemię.-Ludzie Ziemi może i są groźni, ale Ten -Wskazała palcem Winnego.-Nie wykazuje żadnych oznak gwałtowności i żądzy mordu!
Ostatnie słowa unosiły się w powietrzu niczym, mgiełka wschodząca co ranek w Mabii, okrywając ją ciepłym płaszczem utkanym przez świetliki.
Nastała cisza.Każdy ze zgromadzenia, zaczął trawić przemówienie Ksushi.Rannu stała wyprostowana z zamkniętymi oczami,czekając na werdykt.Minęła minuta...druga...kolejne cztery.
I nagle:
-Sytuacja jest patowa.-Wódz plemienia stanął przy ognisku, przejechał dłonią po błękitnym wydobywającym się z niego dymie.-Przemyślałem to i postanowiłem nieco dziwną decyzję.
Wyprostował się,zwinął zwój i podszedł to Człowieka Ziemi,który teraz przyglądał mu się na poły ze strachem na poły z ciekawością.
-Otóż wyrażam wszem i wobec, że Ten Człowiek Ziemi jest skazany na dożywotne...dożywotne pozostanie w Krainie Mabii dopóki, dopóty nie nauczy się zwyczajów panujących w naszym kraju co wykluczy ponowne wtargnięcie i odebranie życia następnym istotom. Nauczać będzie go osobiście moja córka ; Ksushi Marenda, przewodnicząca Kasandii.
Przez Starszyznę przebiegły pomruki zadowolenia. Rannu odetchnęła cicho z ulgą.Plemię zgodne było z decyzją Wodza...Człowiek Ziemi przeżyje.
Zgromadzenie zaczęło powoli opuszczać Doradę.Ksushi została do końca chcąc wytłumaczyć i podziękować ojcu za usłuchanie jej rady.
Wódz siedział na pniu powalonego drzewa,i przepisywał wyrok do Księgi Rannu.
-Ojcze?-Zagadnęła Ksushi kładąc dłoń na jego ramieniu.Wódz odwrócił wzrok od pergaminu i spojrzał na córkę.-Dziękuję, za to że mnie posłuchałeś.Nie wiem,ale sądzę , że Twoja decyzja jest słuszna.
-Ja też tak sądzę.-Położył dłoń na jej głowę.-Ale następnym razem, musisz to skonsultować ze mną, przed zgromadzeniem.-Spojrzał na Winnego siedzącego po turecku przy drzewie.-Podejdź do Niego.Wytłumacz, że od jutrzejszego dnia, będzie Musiał uczęszczać na nauki w Kasandii.
Ksushi skinęła nie pewnie głową i ruszyła wolnym krokiem ku Człowiekowi Ziemi. Usiadła obok niemu na korzeniu i rzekła.
-No więc, jak Sam zapewne słyszałeś zostałeś skazany na naukę w Kasandii, której ja jestem przewodniczącą.Zajęcia zaczynają się od jutra, i ...i no to chyba wszystko.-Dodała nieco kulawo.Spojrzała nań chcąc spostrzec jego reakcję.Człowiek Ziemi przyglądał się jej tajemniczo swoimi zielonymi oczami...po czym..:
-Aha...okej.Pożyjemy zobaczymy.-Zaśmiał się.-Tylko w razie czego, nie musicie pytać mnie o moją przeszłość, bo przez...-Przełknął głośno ślinę-przez Wasze czary nic nie pamiętam.Sądzę, że usunęliście mi moje wspomnienia...-Zamyślił się.Widać nigdy wcześniej nie słyszał o magii bądź czarach. Ksushi odskoczyła przerażona.
-To niemożliwe...Nie mogli Ci usunąć pamięci, to wbrew zasadą starszyzny!-Krzyknęła zszokowana.Stanęła na równe nogi i ruszyła wściekła w stronę Dorady,do Wodza do swojego Ojca.
*******************************************************************************
Rozdział się podobał? :') Mam nadzieję <3
Piszcie w komentarzach swoje opinie, i rady :*** Dziękuję i zapraszam do czytania :)

23.04.2015

Rozdział 4 ,,Niespodziewana"

,,Niespodziewana''

A więc to jest to.
,,Źródło wszelkich naszych kłopotów,wojen, bitew.Właśnie jeden z tych potworów o którym tyle Nam opowiadano, klęczy tu, przede mną."
Tyle wyczekiwała na to spotkanie.Ileż wyobrażeń miała, jak  ma się zachować.
Ale stojąc przed tym bezbronnym Człowiekiem Ziemi,nie czuła zupełnie Nic.Nie tak miał wyglądać bezduszny morderca niewinnych zwierząt, niszczyciel darów Matki Natury.
Tamtych wyobraziła sobie jako ogromnych,barczystych z wielkimi nogami olbrzymów.A ten tu był normalny.
Wychudzony,siny na twarzy z poszarpanymi ubraniami.Nos miał normalnych rozmiarów,uszy Ludzkie,oczy pospolite brązowe i czarne krótkie włosy.
Mówiąc krótko, nie pasował do ludu Rannu.Wyglądał jak dziwoląg.
Bez elfich uszów,długiego warkocza na plecach wydawał się Ksushi nagi.
-To Człowiek Ziemi siostro...-Odrzekł Sandiri, przyglądając się jej z niepokojem.-Coś nie tak?
Ksushi otrząsnęła  się z zadumy.Podeszła do leżącego i spytała.:
-Nic mi nie jest.Dlaczego On jest nie przytomny?-Wskazała na Człowieka Ziemi,oddychającego bezkarnie powietrzem Mabii.
-Wtargnął na Nasz teren bez zapowiedzi z jakimś sporym narzędziem na plecach.Do tego zaczął strzelać do roskółek.
-Roskółek? (To święte ptaki plemienne,dzielące się wiedzą z Rannu, od ponad trzech wieków.)
-Niestety,jedna przez nań zginęła.Musieliśmy zareagować.Rzuciliśmy na niego czar,będzie nieprzytomny do wieczora,po czym odbędzie się zgromadzenie.
-Skąd On się tu wziął?-Szepnęła do siebie Ksushi okrążając winnego.Świat Ludzi Ziemi jest mile stąd.To niemożliwe.
Nie wiedzieć czemu, nie czuła do niego odrazy czy nienawiści,jaką zawsze czuła myśląc o Ludziach Ziemi.
Ciekawiło ją jak i skąd się tu znalazł...Czego tu szuka.
Parę godzin później,Rannu ruszyła na Zgromadzenie,gdzie wyjaśnią, się dalsze losy nieznajomego.
Ksushi szła na przodzie orszaku ,jak przystało na córkę wodza,przyszłą Królową Mabii,za nią dumnie stąpali na Memorsantach Sandiri,strażnicy Krainy,ciągnąc Człowieka Ziemi.Na końcu szedł sam Wódz.Czuł się odpowiedzialny za swój ród,i myśląc że to przez niego, ten  Człowiek wdarł się do Mabii będzie próbował wymierzyć mu jak najbardziej surową karę.
Kiedy doszli do Dorady, przywiązali winnego do drzewa.Ten, przytomny już, rozglądał się zdenerwowany po istotach, szukając jakiejś odpowiedzi na dręczące go pytania.
Nieziemskie istoty zgromadzili się w imponującym okręgu.Największy i najstarszy z nich, zapalił wielkie ognisko, którego dym mienił się złotym kolorem.
,,Co do diabła?" -Zdziwił się Człowiek Ziemi opierając się o wystający korzeń.
Wódz zaczął długą przemową, po czym wyciągnął długi zwój i rozwinął.
-Zgodnie z prastarą tradycją, wszelkie obce stworzenia, które bez wyraźnego ostrzeżenia wtargną na teren Krainy powinny być surowo ukarane...
Reszta dziwnych istot pokiwała gorliwie głową.Tylko jedna postać nie zrobiła nic.Spojrzał na nią i ich spojrzenia się spotkały.
-O w mordę...-Wyszeptał winny,rumieniąc się lekko.
Ksushi odwróciła wzrok.Nie widziała czemu, ale bała się jaki wyrok zapadnie.Za dużo miała pytań.Ciekawiło jak się nazywa nieznajomy.Zaczęła się uważnie wsłuchiwać w słowa Wodza.
-Jedynym wyjściem jest ukaranie Człowieka Ziemi,według Naszych nienaruszonych zasad Starszyzny...
Ksushi i winny wsłuchiwali się w ostatnie słowa z trwogą.
-Karzę go karą śmierci.Inaczej by wrócił do swojego świata i wszystkim ułatwił przedostanie się do Krainy co spowodowałoby kolejną wojnę między naszymi światami...
-Nie!...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------Przepraszam, że musieliście tyle czekać :) Od teraz będę dodawać rozdziały nieco częściej ;)
Podobało się? Jakieś opinie? Piszcie w komentarzach! 
Dziękuję,że tak pilnie czytacie mojego bloga :) Do zobaczenia!


11.04.2015

Ważne :)

Czołem Czytelnicy :) 

Mam do was parę pytań :D Które mogą mi pomóc ;)
  1. Jak podoba się Wam seria ,,Kraina Mabii" ? 
  2. Czy chcielibyście,abym rozdziały dodawała częściej? 
  3. Rozumiecie fabułę opowiadania?
  4. Rozdziały są zbyt długie czy zbyt krótkie? 
  5. Całościowo opowiadanie Was nie nudzi?
  6. I ostatnie :) Czy mam pisać kolejne rozdziały?
Mam nadzieję, że odpowiecie :) To dla mnie bardzo ważne.


31.03.2015

                                  ,,Rozdział 3"

,,Z oddali słychać było szmer płynącej wody w strumyku,przytłumione głosy ,rżenie Memorsantów i innych Stworzeń Nocy, czyli mówiąc krótko zapowiadał się całkiem normalny dzień."-Pomyślała Ksushi idąc w stronę zagajnika prowadzącego na polanę na której odbywały się zajęcia Kasandii.
   Rannu miała na sobie zwiewną postrzępioną sukienkę, okrywającą jej ciało.Na jedwabnym miateriale wyszyte były jakieś tajemnicze znaki.Niesforne, strzępki sukienki związane były w słup, który pokrywał rzemisty pas.Włosy splecione były w warkocz sięgający do ramion.(Musicie wiedzieć, że w Mabii długość warkocza oznaczała pozycje w stadzie.Im dłuższy tym wyższa.)Jej elfie uszy miały wytatuowane trzy złote gwiazdki.Szła boso, gdyż Rannu szanowało Ziemię po której stąpano.Nie to co Ludzie Ziemi.Potwory, chodzące i bezczeszczące dary Matki Natury.Ci ludzie nie rozumieli, że rośliny też mają uczucia i duszę.
Ksushi pogardzała nimi jak nikim na świecie.A świat był wielki, tyle słyszała z legend opowiadanych przy ogniskach.
Nie mogła znieść myśli, że któryś z nich mógłby znaleźć się w Mabii.Ojciec uczył ją, że tym ludziom nie można ufać, że nikt nie wie do czego są zdolni.Rannu gorąco popierała jego zdanie, słysząc te wszystkie złe wieści od Sandiri na temat sytuacji w świecie Ludzi.Chciała aby te wszystkie wojny się w końcu skończyły.
Wojny, niczego by nie zmieniły, tylko pogarszają sytuację w świecie.
Szczególnie między Rannu a Ludźmi Ziemi.Winiszczają Krainę, i już tak zniszczoną Ziemię.Jednak Ludzie Ziemi,tak zachłanni i chciwi cały czas chcą więcej.Przez brak terenu do budowania, zaczęli wycinać lasy. Jedyne miejsce w którym wszystkie istoty były bezpieczne.Budowali Centra Handlowe i autostrady dla swoich blaszanych bestii na kółkach.
-,,Szau-Rette"-Szepneła Ksushi dotykając przy tym dłoniom kory najbliższego drzewa.W ten sposób oddała mu część swoich myśli kłębiących się w jej głowie.Pogłaskała delikatne korę i odeszła z wolna zadumana.Wokół nie było nikogo, błoga cisza dźwięczała w jej elfich uszach niczym piękna symfonia  grana wieczorami przez świetliki.Spojrzała przed siebie i ujrzała dobrze znany sobie zakręt prowadzący do polany na której czekały młode Rannu łaknące wiedzy.
Coś trzasnęło gałązką w krzakach bzu.Dziewczyna obejrzała się i ze zdumieniem spostrzegła rannego ptaszka.Jedno skrzydło miał złamane a z drugiego sączyła się obficie krew.
Podeszła do niego powoli i przykucnęła przed nim.
-,,Nie bój się bracie...pomogę Ci."-Wyciągnęła doń dłoń i przyłożyła do zranionego miejsca i zamknęła oczy.Przech chwilę otaczała ją ciemność, ale nagle przed jej oczyma stanął przerażający obraz.
Wszędzie byli Ludzie Ziemi.Krew.Pełno Ognia.Latające pociski latały wokoło.Krzyki.Wrzaski.Pełno Martwych Rannu...
Odskoczyła przerażona tym co ujrzała.Spojrzała jeszcze raz na biedne zwierze.
-,,Oh.."-Westchnęła głęboko pragnąc się uspokoić.Przy pomocy magii scaliła mu skrzydła i wyjęła pocisk z drugiego skrzydła.Ten wdzięczny za uratowanie życia, ukłonił się Ksushi, przyszłej Królowej Mabii i odleciał w stronę Jeziora Leśnych Nimf.
Dziewczyna cały czas miała przed sobą wizję którą ujrzała z Tego małego zwierzęcia.Omało nie potknęła się o gałąź i nie wpadła do rwącego strumyka pełnego kolorowych rybek.
Była już bliska wejścia na polanę, kiedy drogę zatorował jej wielki Memorsant, na którego grzbiecie siedział Strażnik Krainy kołysząc się w tył i przód.
,,Siostro, wódz chcę Cię widzieć, natychmiast."-Wyrzucił z siebie jednym tchem.
Spojrzała na niego spłoszona.
-,,A z jakiego powodu mam opuścić lekcje w Kasandii?
-,,Znaleźliśmy Człowieka Ziemi"...

30.03.2015

Rozdział 2 ,,Początek"

                                         ,,Początek''

Rodem  Rannu rządził Komata przywódca najodważniejszy, najbystrzejszy i najmądrzejszy jakiego kiedykolwiek Mabia miała.
Wszystkie spory, które Komata rozwiązywał, kończyły się pokojowo.Wódz pojął za żonę piękną Rannu, z królewskiego rodu.Wiedli szczęśliwe życie, a ich związek scaliła córka, która Madee urodziła, w dniu swoich urodzin.
Dziewczynka zewnętrznie przypominała swą matkę, lecz wewnętrznie była całkowicie podobna do ojca.
Bystry błysk w oku, delikatność i niezwykła intuicja pomogły jej później zostać jedną z Hekkuri.Madee jej matka była opiekunką Kasandii, nauczała młodych, dzieląc się z Nimi swoją wiedzą i doświadczeniem na temat Krainy.
Wszystko było dobrze.Nic nie zachwiało idealnej równowagi panującej w Mabii...dopóki, żona wodza zmarła. Madee zachorowała na rzadką chorobę ,,Kernuli", jedną z najgorszych i prawie zawsze śmiertelnych.
Kraina Rannu przebyła ciężką i długą żałobę, ale później sprawy zaczęły nabierać utracony rytm.
Dzieci musiały być uczone, zwierzęta musiały być bezpieczne, a strażnicy musieli nadrobić zaległości. Sam przywódca, po totalnym załamaniu musiał powrócić do porządku dziennego...
Szesnaście lat później Ksushi (czyt.Ksusi) córka Komata i Medee obięła stanowisko pozostawione przez jej matkę...Została przywódcą Kasandii.
>--> I tu oto zaczyna się nasza opowieść...o której losy w znacznej części zaważą Ludzie Ziemi.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Ciąg dalszy nastąpi :) Podobało się? ;3 Komentować to nie gryzie <3
                        

27.03.2015

INFORMACJA! :)
            Właśnie wróciłam z lasu...Dwie godziny chodzenia po górach w poszukiwaniu dzikich zwierząt <3
Niestety nie znalazłam nawet dzika :(
Mam pytanie! 
Wiecie, jak głęboko trzeba dojść aby spotkać sarny czy też zające? To dla mnie fascynujące zajęcie, i bardzo bym prosiła o małą podpowiedź :)
Może to dlatego, że towarzyszy mi mój pies? Naprawdę szkoda...ale bez Daisy, sama nie pójdę :D
                      Jeżeli chodzi o drugi rozdział opowieści....dzisiaj się do niego zabieram! Oświeciła mnie dziś wena i pragnę ją wykorzystać :D
Ale muszę Was również spytać, jak podobał się rozdział pierwszy?
Pamiętajcie,napiszcie mi odpowiedź na moje pytanie na temat poszukiwań <3
Pozdrawiam :** #LeśnyPłomyk