4.05.2015

Rozdział 5 ,,Wyrok''

-...Nie!-Krzyknęła niespodziewanie Ksushi stając na nogi.
Wszyscy zgromadzeni spojrzeli na nią z głębokim szokiem na twarzy.Wódz któremu po raz pierwszy w dziejach Mabii przerwano, stał z oczami szeroko otwartymi. Rannu podniosła wysoko głowę i stanęła pomiędzy Człowiekiem Ziemi a Starszyzną.
-Nie możecie go skazać na taki los!-Spojrzała na swego ojca.-Możemy to rozwiązać w inny sposób.
Sama nie wierzyła w to co mówi.Ale nie chciała wyrazić na głos swoich wątpliwości.
-Nie ma innego sposobu!-Odkrzyknął ktoś z tłumu.-Ten Człowiek zabił jedną z Roskółek! Świadomie wtargnął na teren Krainy!
-Skąd ta pewność?-Spytała spokojnie Rannu chodząc w kółko, spoglądając na swoje plemię.-Ludzie Ziemi może i są groźni, ale Ten -Wskazała palcem Winnego.-Nie wykazuje żadnych oznak gwałtowności i żądzy mordu!
Ostatnie słowa unosiły się w powietrzu niczym, mgiełka wschodząca co ranek w Mabii, okrywając ją ciepłym płaszczem utkanym przez świetliki.
Nastała cisza.Każdy ze zgromadzenia, zaczął trawić przemówienie Ksushi.Rannu stała wyprostowana z zamkniętymi oczami,czekając na werdykt.Minęła minuta...druga...kolejne cztery.
I nagle:
-Sytuacja jest patowa.-Wódz plemienia stanął przy ognisku, przejechał dłonią po błękitnym wydobywającym się z niego dymie.-Przemyślałem to i postanowiłem nieco dziwną decyzję.
Wyprostował się,zwinął zwój i podszedł to Człowieka Ziemi,który teraz przyglądał mu się na poły ze strachem na poły z ciekawością.
-Otóż wyrażam wszem i wobec, że Ten Człowiek Ziemi jest skazany na dożywotne...dożywotne pozostanie w Krainie Mabii dopóki, dopóty nie nauczy się zwyczajów panujących w naszym kraju co wykluczy ponowne wtargnięcie i odebranie życia następnym istotom. Nauczać będzie go osobiście moja córka ; Ksushi Marenda, przewodnicząca Kasandii.
Przez Starszyznę przebiegły pomruki zadowolenia. Rannu odetchnęła cicho z ulgą.Plemię zgodne było z decyzją Wodza...Człowiek Ziemi przeżyje.
Zgromadzenie zaczęło powoli opuszczać Doradę.Ksushi została do końca chcąc wytłumaczyć i podziękować ojcu za usłuchanie jej rady.
Wódz siedział na pniu powalonego drzewa,i przepisywał wyrok do Księgi Rannu.
-Ojcze?-Zagadnęła Ksushi kładąc dłoń na jego ramieniu.Wódz odwrócił wzrok od pergaminu i spojrzał na córkę.-Dziękuję, za to że mnie posłuchałeś.Nie wiem,ale sądzę , że Twoja decyzja jest słuszna.
-Ja też tak sądzę.-Położył dłoń na jej głowę.-Ale następnym razem, musisz to skonsultować ze mną, przed zgromadzeniem.-Spojrzał na Winnego siedzącego po turecku przy drzewie.-Podejdź do Niego.Wytłumacz, że od jutrzejszego dnia, będzie Musiał uczęszczać na nauki w Kasandii.
Ksushi skinęła nie pewnie głową i ruszyła wolnym krokiem ku Człowiekowi Ziemi. Usiadła obok niemu na korzeniu i rzekła.
-No więc, jak Sam zapewne słyszałeś zostałeś skazany na naukę w Kasandii, której ja jestem przewodniczącą.Zajęcia zaczynają się od jutra, i ...i no to chyba wszystko.-Dodała nieco kulawo.Spojrzała nań chcąc spostrzec jego reakcję.Człowiek Ziemi przyglądał się jej tajemniczo swoimi zielonymi oczami...po czym..:
-Aha...okej.Pożyjemy zobaczymy.-Zaśmiał się.-Tylko w razie czego, nie musicie pytać mnie o moją przeszłość, bo przez...-Przełknął głośno ślinę-przez Wasze czary nic nie pamiętam.Sądzę, że usunęliście mi moje wspomnienia...-Zamyślił się.Widać nigdy wcześniej nie słyszał o magii bądź czarach. Ksushi odskoczyła przerażona.
-To niemożliwe...Nie mogli Ci usunąć pamięci, to wbrew zasadą starszyzny!-Krzyknęła zszokowana.Stanęła na równe nogi i ruszyła wściekła w stronę Dorady,do Wodza do swojego Ojca.
*******************************************************************************
Rozdział się podobał? :') Mam nadzieję <3
Piszcie w komentarzach swoje opinie, i rady :*** Dziękuję i zapraszam do czytania :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz